Nie mam dziś sił, dlatego obiecuję sobie, że jutro...jutro już wezmę się w garść, że być może będzie już lepiej i dam radę. Dzisiaj nie potrafię już zmusić się do niczego. A przecież ten semestr miał wyglądać inaczej...miałam być ze wszystkim na bieżąco, bo teraz będzie już tylko ciężej. Brak mi motywacji, ale chcę walczyć, by mieć jakieś szanse na stypendium w przyszłym roku... Nie chcę sobie odpuszczać, chociaż nie wiem na ile pozwoli mi moja psychika. Trudno, będę robić tyle, ile będę w stanie.
Mam ochotę przestać w końcu ukrywać swoje łzy. Iść i schować się w ramionach mamy, jakbym znów miała 5 lat, usłyszeć
durne "wszystko będzie dobrze" i chociaż na chwilę w te słowa uwierzyć...
Mam poczucie jakbym straciła prawie wszystko co dla mnie najważniejsze. Wydaje mi się, że kiedyś to odzyskam, mam taką nadzieję...Tylko kiedy? Za rok? Dwa lata? Pięć? A może jeszcze później...?
Próbuję zdobyć się na jakąkolwiek pozytywną myśl.
Nie wiem,gdzie podziała się moja siła,nie pamiętam jak ją straciłam. Myślę,że kawałek po kawałku odłupało ją życie,że się powoli zużyła. ~Paula Hawkins
Przeczytałam całego bloga. Niesamowite, że istnieje druga taka osoba jak ja. No prawie.
OdpowiedzUsuńCzasami to zaskakujące, kiedy czytając czyjeś posty zdajemy sobie sprawę, że równie dobrze moglibyśmy napisać zupełnie to samo...że czyjeś słowa i emocje są tak naprawdę także naszymi. Trochę przerażające, ale z drugiej strony też pocieszające, kiedy okazuje się, że istnieje ktoś tak samo 'walnięty' jak my :D
Usuń