Nie lubię kończyć znajomości, nawet jeżeli mnie unieszczęśliwiają. Wolę jak druga strona sobie odpuści albo zerwie kontakt. Wtedy mam mniejsze wyrzuty sumienia...i nie dręczą mnie myśli, że zmarnowałam jakąś szansę, bo wiem że była to czyjaś decyzja, nie moja. Wolę przemęczyć się jakiś czas i udawać, że z mojej strony wszystko w porządku, czekając aż druga osoba podejmie jakieś drastyczniejsze kroki. W ten sposób chronię się przed poczuciem winy, jednocześnie wystawiając się na swego rodzaju wewnętrzny ból...
Jest mi źle, czuję się okropnie...I znowu nie mam komu o tym powiedzieć, dlatego muszę pisać o tym tutaj.
Nie siedzę wiecznie w domu, a użalanie się nad sobą nie jest jedyną czynnością, którą wykonuję, chociaż chwilami mogłoby się tak wydawać... Zaczęłam chodzić na taniec, postanowiłam poszukać sobie jakiejś pracy, bo w tym semestrze mam wolne piątki, studiuję, chcę zapisać się na wolontariat, ale cały czas czuję jakby to wszystko było za przeproszeniem gówno warte i jakbym tak naprawdę w głębi siebie tego wszystkiego nie chciała robić, a jedynie się do tego zmuszała...Tak właśnie czuję. Jakbym znajdowała się w zupełnie innym miejscu niż powinnam. Że coś na mnie czeka, a ja nie potrafię tego odkryć i wciąż błądzę chodząc gdzieś dookoła. Prawie nic nie sprawia mi radości... Robiąc cokolwiek zastanawiam się po co to robię i czy jest w tym jakikolwiek sens.
Zadaję sobie pytanie kiedy to wszystko minie...kiedy opuszczą mnie wątpliwości, kiedy przestaną dręczyć mnie moje własne emocje, niedokończone sprawy i niedomknięte rozdziały mojego życia?
Wiem, że muszę sobie poradzić. Nie wiem jak. Nie mam sił. Ale nie poddam się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz