poniedziałek, 15 lutego 2016

Przyszłość zabierająca teraźniejszość...Czy to kiedykolwiek się zmieni?

Chyba już wiem co tak źle na mnie wpływa...a przynajmniej co jest jednym z czynników najbardziej pogarszających moje samopoczucie. Myślenie o przyszłości. To mnie zabija od środka...To sprawia, że wszystko z czego powinnam cieszyć się właśnie teraz, w tym momencie, bo żyję przecież w teraźniejszości, traci na znaczeniu...Wszystkie ważne dla mnie rzeczy i osoby odchodzą na dalszy plan, bo na pierwszy wysuwają się miliony pytań i wątpliwości...O to co będzie kiedyś, jak potoczy się to czy tamto. Nie potrafię skupić się na tym, że teraz wszystko jest w porządku(chociaż chyba nie jest w sumie), bo podświadomie już tylko 'wyczekuję' momentu kiedy to wszystko minie i znów będzie źle. Czekam na chwilę, w której znowu stracę wszystko co daje mi jakąkolwiek radość.
Dlatego wmawiam sobie, że chyba nie warto mieć niczego takiego... Lepiej byłoby nie pozwalać sobie na szczęście, ale czym wtedy byłoby życie? Nie wiem.
Ale wiem, że paradoksalnie im zewnętrznie wszystko coraz lepiej się układa, tym wewnętrznie jest coraz gorzej...Tym bardziej tracę poczucie bezpieczeństwa, czuję się totalnie bezradna, bezsilna i boję się, że coś zaraz pójdzie nie tak. Dlaczego? Przecież to chyba powinno iść w tą samą stronę, w tym samym kierunku, nie przeciwnym...(chociaż kierunek może i jest ten sam, ale zwrot już niekoniecznie. Ah, te fizyczne żarciki).

To chyba w życiu człowieka boli najbardziej: strata. Nie jakaś porażka, błąd, zły wybór, ale właśnie to, kiedy coś na czym nam zależało odchodzi... powoli rozmywa się zostawiając po sobie jedynie wspomnienia. A wspomnienia pozostają wciąż żywe i nawet te radosne potrafią sprawiać ból, bo za nimi właśnie się tęskni. Za chwilami, kiedy można było beztrosko zapomnieć o problemach, o tym wszystkim co trapi i męczy.

Nie umiem już sobie poradzić, nie wiem jak sobie pomóc. Udaję przed wszystkimi, dosłownie przed wszystkimi...rodziną, przyjaciółmi, znajomymi i sobą samą.
Czuję się jakbym była w pułapce. Czasami mam wrażenie, jakbym już znalazła sposób by się z niej wydostać, ale to są tylko chwilowe złudzenia. Potem i tak przychodzą te wszystkie myśli, wracają jak bumerang, od którego już nigdy nie zdołam się chyba uwolnić.

Nie znam siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz