Dlatego wmawiam sobie, że chyba nie warto mieć niczego takiego... Lepiej byłoby nie pozwalać sobie na szczęście, ale czym wtedy byłoby życie? Nie wiem.
Ale wiem, że paradoksalnie im zewnętrznie wszystko coraz lepiej się układa, tym wewnętrznie jest coraz gorzej...Tym bardziej tracę poczucie bezpieczeństwa, czuję się totalnie bezradna, bezsilna i boję się, że coś zaraz pójdzie nie tak. Dlaczego? Przecież to chyba powinno iść w tą samą stronę, w tym samym kierunku, nie przeciwnym...(
To chyba w życiu człowieka boli najbardziej: strata. Nie jakaś porażka, błąd, zły wybór, ale właśnie to, kiedy coś na czym nam zależało odchodzi... powoli rozmywa się zostawiając po sobie jedynie wspomnienia. A wspomnienia pozostają wciąż żywe i nawet te radosne potrafią sprawiać ból, bo za nimi właśnie się tęskni. Za chwilami, kiedy można było beztrosko zapomnieć o problemach, o tym wszystkim co trapi i męczy.
Nie umiem już sobie poradzić, nie wiem jak sobie pomóc. Udaję przed wszystkimi, dosłownie przed wszystkimi...rodziną, przyjaciółmi, znajomymi i sobą samą.
Czuję się jakbym była w pułapce. Czasami mam wrażenie, jakbym już znalazła sposób by się z niej wydostać, ale to są tylko chwilowe złudzenia. Potem i tak przychodzą te wszystkie myśli, wracają jak bumerang, od którego już nigdy nie zdołam się chyba uwolnić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz