czwartek, 7 stycznia 2016

Ocean pustki mnie pochłonął, tonę w nudzie i beznadziei, a na horyzoncie fale...Czekam na ostatni oddech

Tak, przyznaję- jestem żałosna, nudna, nieciekawa i jeszcze raz żałosna. Do kwadratu. Nie wiem czy chodził po ziemi, ktoś kto mógłby równać się z moją nudnością. Raczej nie, bo prawdopodobnie biję wszystkich na głowę, jeżeli o to chodzi.
Nie wiem już co robić, nie umiem wymyślać tematów do rozmowy, nie mam poczucia humoru, nie znam się na muzyce, nie interesuję się niczym, co się dzieje na świecie. Żyję sobie w swojej pustej, wypełnionej próżnią bańce. Mój czas wypełnia robienie niczego i myślenie o niczym.

Kurwa, połowę swojego życia przespałam i teaz dziwię się, dlaczego jestem tak nudna? Przecież znam odpowiedź doskonale- nie chce mi się. Cholernie nie chce mi się nic robić, niczego zmieniać, niczym interesować. Chcę siedzieć i wegetować, przyzwyczaiłam się do tego i chociaż gdzieś w głębi siebie pragnę przygód i zmian, to świadomie wybieram stanie w miejscu, bo po ludzku nie mam siły.
Zużyłam się, wyczerpałam ostatnie zapasy energii. Nie rozumiem dlaczego nikt nie ma dla mnie czasu i czemu nikogo nie obchodzę...Albo może raczej zaczynam to rozumieć... Bo nikogo nie obchodzą nudne znajomości, odgrzewane kotlety, poruszane w kółko te same tematy.
Jestem pierdolonym zerem. Może im szybciej sobie to uświadomię i się z tym pogodzę, tym lepiej. Może im szybciej uwolnię się od tego wszystkiego, tym lepiej?
Ale...czy potrafiłabym podjąć tą ostateczną decyzję? Odpowiedź jest oczywista, że nie.
Ze strachu, z obawy, z jakiegoś nieuzasadnionego poczucia i nadziei, że mam po co żyć.
Ale to tylko złudzenie, prawda kochana?
Nie masz nikogo, nie masz niczego. Jesteś sama, tak z resztą było od zawsze. Można się oszukiwać, ale okrutna prawda zawsze pozostaje taka sama, bez względu na wszystko inne.

Mam ochotę czytać dzisiaj całą noc, utopić się w czyichś słowach. Przeżyć cokolwiek, chociażby w ten sposób...dzięki słowom na papierze.

5 komentarzy:

  1. Miałem najpierw przeczytać bloga - do końca - żeby być na bieżąco, a później ewentualnie coś napisać od siebie. Ale w sumie nie wytrzymałem, napiszę teraz. Może będzie to też dla mnie mała zachęta, by założyć kiedyś własnego bloga.
    Wcześniej nie wychwyciłem imienia, nigdzie go nie znalazłem. Lubię imiona, więc pozwól, że nazwę Cię Justyną - mogę?
    Coś mnie ruszyło, by napisać, kilka słów. "Nie znam się na muzyce".. Halo halo! A kto się zna na muzyce? Ten gość co jedzie sobie tramwajem i puszcza na całą możliwą głośność jakiegoś kiepskiego rapera, czy może sąsiad zza ściany, który codziennie zmusza wszystkich wkoło do słuchania jego ulubionych łupanek? Według mnie nikt się nie zna na muzyce. Ani ja, ani Farna, ani też Czajkowski. Chciałaś zmienić życie, chciałaś je przeżyć, zrób to! Nie mów "nie znam się na muzyce" - poznaj ją, odkryj w niej siebie. Z przypadkowych utworów, z wykonawców, których nie znasz. Nie musisz umieć wymyślać tematów do rozmów, po prostu rozmawiaj, nie myśl o tematach. Mów to co przyjdzie Ci do głowy, co z tego, że ktoś może pomyśleć "wariatka"? Przecież to on może być niezdiagnozowany ;)
    Możesz mi powiedzieć, że łatwo się mówi. Wcale nie, mnie się łatwo nie mówi, bo sam nie potrafię wymyślać tematów ;) ale ostatnio stwierdziłem, że ich nie trzeba wcale wymyślać, one są wszędzie, nie tylko w głowie ;)
    W nawiązaniu do Twojego pierwszego wpisu - przelałem tutaj trochę swoich myśli, które Twoje wpisy utworzyły - może trochę bez sensu, ale od Ciebie zależy czy "podejmiesz rękawicę" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A myślałeś już kiedyś na poważnie o tym, tzn. o blogu? Jeżeli zastanawiasz się nad założeniem, to zrób to, chociażby po to, żeby spróbować ;) Takie miejsce naprawdę w pewien sposób wyzwala.
      Nie przedstawiałam się nigdzie z imienia, więc w sumie nie dałam szansy by gdziekolwiek je wychwycić. Tak, możesz mnie tak nazywać, jeśli chcesz. Zgaduję, że pewnie przez mój nick wpadło Ci akurat to imię do głowy? ;p
      Wiesz, dziękuję za te słowa, za to, że podzieliłeś się swoim zdaniem na ten temat. Może masz rację, że tematy są wszędzie...Ale ciekawe też, że z niektórymi osobami można rozmawiać godzinami i te tematy tworzą się same, naturalnie i bez jakiegokolwiek wysiłku, a z innymi nie potrafimy zamienić więcej niż kilku zdań...

      Usuń
    2. Kiedyś, dawno. Jakiś czas temu pomysł wrócił na nowo.
      Tak, bardzo przewidywalnie, bardzo zwyczajnie - po Twoim nicku ;) pierwsze imię, które wpadło.
      Myślę, że tutaj wiele odgrywa obustronna chęć rozmowy. Niektórych do tego zachęcimy kilkoma zdaniami od siebie, uśmiechem czy spojrzeniem, a inni zwyczajnie zamykają się na dialog. W takiej sytuacji mimo najszczerszych chęci choćbyśmy stanęli na głowie z rozmowy za wiele nie wyjdzie. I zwykle to strona próbująca rozmawiać wbije sobie do głowy, że "coś ze mną jest nie tak.. nie potrafię rozmawiać, nie wiem o czym". Wiem, tylko ktoś postawił ścianę ;) gdyby podjął jakąś próbę zamiast stawiać mur to reszta już płynie. Oby zbytnio nie szukać tego tematu - bo te wtedy uciekają - podobnie jak te "mroczki" przed oczami gdy próbujemy na nie skierować swój wzrok. Znasz to pewnie, każdy chyba zna ;)

      Usuń
    3. Też tak czasami mam, że zanim ostatecznie się na coś zdecyduję, to dany pomysł musi sobie dojrzewać jakiś czas. Daj znać, jeśli założysz coś swojego w każdym razie ;)
      Masz rację, poza tym też w pewien sposób wyczuwamy czy ta druga strona chce rozmawiać, czy stawia tę 'ścianę'. Jeżeli widzimy, że ktoś chętnie kontynuuje rozmowę, nie odpowiada jedynie krótkimi i zdawkowymi zdaniami, to wtedy rzeczywiście wszystko płynie samo. Znikają opory i myśli typu "przecież mi tak trudno się odezwać, a jak już to robię, to na pewno mówię coś nudnego".

      Usuń
    4. No cóż, właściwie wniosek napisałaś sobie sama Justyno. To nie Ty jesteś "tutaj sobie wstaw pierwsze zdanie wpisu. W sumie wstaw nawet cały akapit ;)" - to inni mają ze sobą problem :)

      Jeśli kiedykolwiek założę, dam znać ;)

      Usuń