Przede mną leżą notatki ze studiów. Jeżeli chcę, to potrafię się zmusić do nauki, zależy mi na ocenach...Bo kiedy dostaję wysoki stopień czuję, że to co zrobiłam miało sens, że nie zmarnowałam czasu, tylko nauczyłam się i dostałam nagrodę, która mi się należała. Tylko tak sobie myślę...po co mi to wszystko? Po co te dobre oceny, skoro i tak nikt mnie o nie nie spyta? Mogłabym stwierdzić, że dla satysfakcji, ale ona trwa tylko chwilkę i nie da się jej porównać z czasem i stresem związanym z nauką. Chyba trochę uciekam w naukę...nie wiem, może mi się to opłaci. Może uda mi się dostać stypendium. Ale po co mi ono? Pieniądze nie dadzą mi szczęścia...No chyba, że dzięki nim uda mi się zrealizować jakieś swoje cele, marzenia...
Jest tak dziwnie i melancholijnie. Nie wiem co myśleć i w jakim dokładnie jestem nastroju. Nijakim? Może trochę depresyjnym?
Brakuje mi mojego przyjaciela. Rozumiem, że ma nowych znajomych, swoje studia i wgl, ale czuję się trochę zapomniana, zupełnie nieważna i po prostu mi smutno, nic więcej, tęsknię po prostu.
Już nie jest tak samo jak dawniej. Zmieniło się wszystko i wszyscy. Nie wiem już kogo znam, a kogo nie...Może takie miało być życie. Wypełnione nijakością, pustką, ucieczkami, marnowaniem czasu, brakiem jakiegokolwiek celu. Takie miało być? Nawet jeżeli nie, to właśnie do tego doprowadziłam...
Mogłabym niszczyć ludziom życie za pieniądze, zarobiłabym na tym miliony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz