sobota, 2 stycznia 2016

Nowy blog, stare życie...Trochę o wszystkim. Taka garstka niespójnych myśli i słowotok na dobry(mam nadzieję) początek.

Ten post będzie pewnie sklejką różnych przemyśleń, być może trochę chaotyczną. Trudno, tak to już bywa, kiedy w głowie siedzą tysiące myśli, które chciałoby się przelać, jednak nie są one w żaden sposób ze sobą spójne... 

Może wraz z prowadzeniem bloga się to zmieni, ale jak do tej pory,często mam nieodpartą chęć napisania czegoś, jednak ostatecznie rezygnuję, bo nie mam pojęcia o czym pisać. Nie chodzi o to, że nie mam pomysłu. Jest wręcz odwrotnie- mam masę tematów, które chciałabym poruszyć, mnóstwo spostrzeżeń, którymi chciałabym się podzielić, ale nie umiem wybrać, ani skupić się na jednej konkretnej rzeczy, a po paru minutach tracę zapał i odpuszczam sobie z myślą, że być może kiedyś w końcu uda mi się napisać coś sensownego, co ktokolwiek chciałby przeczytać. Kiedyś=w bliżej nieokreślonej przyszłości, która kryje się gdzieś daleko poza horyzontem.

Tak oto rozpoczął się wczoraj Nowy Rok. Pomyślałam, że może najwyższa pora coś w końcu zmienić? Hahah, tak, wiem, że pewnie takie same myśli ma teraz połowa społeczeństwa. Rozumiem, że ten przełomowy(chociaż w gruncie rzeczy taki sam jak reszta) dzień w roku skłania wiele osób do refleksji nad minionym rokiem, do przemyśleń co dobrego lub złego nas spotkało, czy udało nam się zrealizować plany, a może nawet spełnić któreś z naszych marzeń... Obok tych rozważań często znajduje się też miejsce do planów na ten następny rok, niektórzy stawiają sobie cele do osiągnięcia, co nie jest wcale głupie, bo podobno jeżeli jasno określimy, a najlepiej zapiszemy gdzieś ten nasz cel, to łatwiej nam do niego dążyć i rzadziej się wtedy poddajemy. Cóż, ja nie wyłamuję się z tej grupy i również przez te dni myślę trochę nad swoim życiem. Może nie jakoś o wiele intensywniej, niż przez resztę roku, ale jednak nie są to też takie sobie, ot zwykłe myśli,

Bo teraz czuję, że coś naprawdę może się zmienić... Nie wiem, może to uczucie za niedługo zniknie, może nawet już jutro rano obudzę się i palnę sobie w głowę z myślą, że co ja sobie takiego wyobrażałam i że przecież wszystko nadal jest i będzie takie samo, a moje nudne, szare życie będzie się toczyć wciąż tym samym prostym, nudnym torem. Ale jednak mimo wszystko mam nadzieję, że to uczucie będzie wciąż trwało, a ten blog być może mi w tym pomoże. Pomoże mi jakoś rozbudzić się do życia i sprawi, że będę chciała czerpać z każdego dnia jak najwięcej.

Bo teraz muszę być szczera...do tej pory po prostu mi się nie chciało. 

Kiedy zaczynam się nad tym zastanawiać to uświadamiam sobie, że w sumie to nie chce mi się żyć, martwić się, zastanawiać, uczyć, szukać swojego miejsca na świecie. Wszystko jest takie w gruncie rzeczy bezcelowe. Oczywiście robię codziennie wszystkie te rzeczy, wykonuję wiele czynności i pewnie żyję jak przeciętna dziewczyna w moim wieku. Wciąż trochę niedojrzała, chwilami dziecinna, innym razem aż nazbyt poważna jak na swój wiek. Bywa różnie... Ciężko opisać siebie tak w paru zdaniach, może poznacie mnie lepiej tutaj na blogu, chociaż moim zdaniem nie można nikogo poznać, dopóki się go nie spotka i nie porozmawia z nim w rzeczywistości. W sumie nawet to może być za mało... Myślę, że żeby tak naprawdę kogoś poznać potrzeba przynajmniej paru lat... Oczywiście każdy może mieć swoje zdanie, ale moje jest właśnie takie. 

Hm, tak generalnie to nie jestem zbyt dobra w wyrażaniu własnego zdania. Często obawiam się o opinię innych, przez co wolę milczeć i to co naprawdę myślę schować głęboko do kieszeni, ewentualnie w ostateczności podzielić się tym z osobami, które dobrze znam i wiem jakie mają poglądy, przez co wiem jakiej reakcji mogę się po nich spodziewać. Przy obcych często zaczynam nadmiernie zastanawiać się nad tym co myśli mój rozmówca, jakie zdanie będzie miał na mój temat, kiedy powiem to i to, przez co brakuje mi tej swobody i nie potrafię tak naprawdę wyrazić siebie. Robię się trochę sztuczna, na jaw wychodzi moja niepewność i nieśmiałość. Ogólnie rzecz biorąc to sama siebie uważam za nudną i niewartą uwagi lub rozmowy, więc z góry jestem przygotowana na wszelkie porażki i przebywanie w samotności. Wcale nie jest mi z tym źle. No może czasami...ale przez większość czasu jest mi raczej wygodnie i pasuje mi taki stan rzeczy. Jestem po prostu introwertyczką i nie oszukuję się, że da się to zmienić. Poza tym zawsze wolę zakładać te gorsze scenariusze, żeby w razie czego ostatecznie się nie rozczarować, a gdyby a nóż coś tam mi się udało, to miło się zaskoczyć, że jednak nie jest aż tak źle, jak to założyłam na początku.

Piszę i piszę i tak się zastanawiam czy nie pora zakończyć ten mój słowotok...oczywiście zabrnęłam w rzeczy, o których wcale a wcale nie chciałam na początku pisać, ale postanowiłam nie ograniczać się i pozwolić moim myślom płynąć takim torem, jaki same sobie obiorą. Ja jedynie używam rąk, żeby przelać te słowa tutaj, na bloga.

Postanowiłam, że będę tutaj pisać zawsze wtedy, kiedy tylko najdzie mnie taka ochota. A pisać będę o rzeczach, które akurat wpadną mi do głowy i które akurat zapragnę gdzieś w jakiś sposób uwiecznić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz