Są w moim życiu pewne rzeczy, które chciałabym zmienić, ogromnie, ale po prostu nie potrafię, nie daję rady bez względu na to ile razy próbuję i mówię sobie, że tym razem będzie lepiej. Chciałabym mieć lepsze relacje z rodziną. Nie mówię, że są jakieś bardzo złe, ale u nas wszystko opiera się jedynie na 'wiedzeniu'. Już wyjaśniam o co dokładnie mi chodzi. Mam na myśli to, że wiem, że rodzice mnie kochają i chcą dla mnie naprawdę dobrze i nigdy nie chcieliby dla mnie niczego złego, lecz problem w tym, że wcale tego nie czuję. Wiem, ale nie czuję. Nie czuję się przez nikogo kochana, dla nikogo ważna, nikt nie interesuje się moim życiem, tym jak się czuję, jak mi idą studia, jakie mam hobby, co lubię robić w wolnym czasie...a chyba o to właśnie chodzi w rodzinie? O wsparcie, zainteresowanie, poczucie bezpieczeństwa, pewnej przynależności i przywiązania do osób, z którymi się mieszka...
Właśnie, ja tutaj tylko mieszkam i wiem. Nic więcej. Nie czuję żadnych więzi, nasze relacje są bardzo płytkie i powierzchowne. Każdy akt zainteresowania odbieram jako coś podejrzanego i nienaturalnego. Nie lubię kiedy rodzina składa mi życzenia, bo wydaje mi się, że to wszystko jedynie kłamstwa, a w rzeczywistości wszyscy mają o mnie już wyrobione odmienne zdanie. Nie cierpię, kiedy się mnie o coś pytają, bo nie potrafię uwierzyć, że szczerze się mną nagle zainteresowali... Po co mówią "jak tam na studiach?", skoro nie obchodzi ich moja odpowiedź? Z resztą mogłabym opowiedzieć wiele, ale zawsze urywam odpowiedź w paru słowach, bo nie chce mi się wysilać. Oni i tak by nie zrozumieli.
Dobra, mogłabym wylewać te moje żale godzinami, naprawdę. Pisząc o jednej rzeczy przychodzi mi na myśl dziesięć kolejnych, które mnie drażnią i chciałabym je gdzieś z siebie wyrzucić, bo kompletnie nie mam z kim o tym porozmawiać. Duszę w sobie wszelkie emocje, a one powoli gniją. Niezbyt optymistycznie to brzmi, ale myślę, że te słowa pasują do mojej sytuacji i tego, co czuję w środku.
Przesiąkam nienawiścią i nadzieją, chęcią zmiany, a jednocześnie zrezygnowaniem i bezsensem...
Chcę się uwolnić, ale nie wszystko ode mnie zależy. Te uczucia rodzą się same, powstają z tej mieszanki, której nie ujawniam światu, a która we mnie tkwi.
Nie umiem nic będąc tak słabą. Ale to się zmieni. Odnajdę w sobie siłę i motywację. Wszystko się zmieni, wspomnienia pozostaną jedynie w mojej głowie, a to co dzisiaj napisałam stanie się przeszłością. Wierzę w to. Wiem, że tak właśnie będzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz