niedziela, 24 stycznia 2016

Dlaczego przyszło do mnie życie...dlaczego nieproszone wtargnęło w moje żyły, dało mi duszę i ciało? Dlaczego dano mi coś, czego nigdy nie chciałam...

Chcę...tak bardzo pragnę zniknąć.
Nie umiem żyć... jestem zbyt wrażliwa, by chodzić po tym jebanym świecie, który odbiera mi energię każdego dnia.
Nie mam nikogo, zupełnie nikogo...Jestem sama i ostatnio tak cholernie głęboko to odczuwam. Nie potrafię sobie z tym poradzić, nie umiem tego wytrzymać. Te emocje są silniejsze ode mnie, przygniatają mnie, a ja nie mam sił ich unieść ani z nimi walczyć.
Zawalam obowiązki...nie czuję sensu by cokolwiek robić. Po co mam się starać? Dla siebie? Dla rodziny? Niby jak, skoro nawet oni mnie nie znają, nic o mnie nie wiedzą, nie umiem się otworzyć przed nikim, kogo znam. Łatwiej rozmawia się z obcymi, ale dla obcych nic nie znaczę, logiczne...Więc koło się zamyka. Jestem w pułapce, czekam na ten ostateczny moment, kiedy w końcu się poddam. Kiedy jednocześnie uwolnię się od tego co było i spieprzę doszczętnie wszystko co mogłoby jeszcze nadejść...Co da mi większą ulgę?
Chciałabym by życie nigdy mnie nie spotkało, by to wszystko nigdy się nie zaczęło
Gdybym mogła wypowiedzieć jedno życzenie, które miałoby się spełnić właśnie takie byłoby moje: nigdy się nie urodzić.
Bo na chuj mi cokolwiek innego...miłość, przyjaciele, zdrowie, pieniądze, szczęście, cel, pasja, marzenia... nawet gdybym cokolwiek z tego miała zawsze brakowałoby mi czegoś innego. A gdyby mnie nie było...nie brakowałoby mi niczego. (Nie)życie byłoby wtedy tak cudowne, piękne, wolne od wszystkiego...
Uwolnijcie mnie, proszę...
Chcę...tak cholernie pragnę zniknąć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz