Gdybym dzisiaj zniknęła nikt zbyt wiele by nie stracił...To smutne, ale tak właściwie nie jestem nikomu do niczego potrzebna. Nie wypełniam niczyjego życia pozytywną energią, nie wnoszę nic swoją marną egzystencją, nie służę radą...
Czuję zwiększający się dystans między mną a ludźmi. Oddalam się coraz bardziej...a może to inni oddalają się ode mnie?
Resztką silnej woli powstrzymuję się przed
Ograniczam sama siebie. Zewsząd otaczają mnie wyimaginowane mury, urojone przekonania o własnej bezwartościowości i innych rzeczach.
Najlepsze jest to, że zdaję sobie sprawę ze swojego wypaczonego spojrzenia na wiele spraw, lecz nie potrafię tego zmienić. Nie posiadam o sobie dobrego zdania, nie mam z resztą powodów żeby je mieć(
Nie umiem odnaleźć właściwej drogi. Kiedy już wydaje mi się, że podążam dobrą ścieżką okazuje się, że wcale tak nie jest...że rzeczy które robię i których się podejmuję wcale nie dają mi wewnętrznego szczęścia.
Błądzę...Z dnia na dzień staję się coraz bardziej zagubiona. Tracę mój świat kawałek po kawałku. Kiedy w końcu uda mi się go odbudować? A może musi on runąć doszczętnie, bym dopiero mogła zacząć tworzyć wszystko od początku?
Czas i życie pokażą...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz