wtorek, 5 kwietnia 2016

Minuty przeciekające przez palce. Czas tracony bezpowrotnie.

Chcę napisać swoje życie od nowa. Lecz tego co było nie da się po prostu wymazać ani zapomnieć. Wszystko co się zdarzyło pozostanie już na zawsze, wspomnienia ukryte w głębszych lub płytszych zakamarkach serca nie znikną. Ale tak właściwie jakie wspomnienia? Nigdy nie przeżyłam niczego wartego większej uwagi...Kolejne lekcje, które dostawałam od losu doprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem teraz... A nie chcę tu wcale być.
Jestem człowiekiem, który nie ma o czym opowiadać. Trochę w moim marnym życiu udało mi się doświadczyć, ale nie jest to nic czym mogłabym się dzielić w taki sposób, żeby z każdym usłyszanym słowem ludzie chcieli poznawać mnie coraz lepiej i lepiej.
A właśnie taką opowieścią chciałabym być...By za kilkanaście albo kilkadziesiąt lat mieć świadomość, że nie przewegetowałam swojego życia, ale przynajmniej jakąś jego część przeżyłam w pełni.

Wypełnia mnie tęsknota za czymś prawdziwym. Bo teraz każda chwila przesiąka kłamstwem, jakąś niewysłowioną ułudą, udawaniem lub wmawianiem sobie, że którakolwiek z czynności, które robię ma sens.
Tak naprawdę mam wrażenie jakby nic nie miało większego znaczenia.
Gubię się we własnych odczuciach, nie wiem już co robić. Co zmienić i gdzie iść...gdzie szukać pomocy, o ile w ogóle jej szukać...

Chcę zacząć wszystko z nową kartą. Tak często zastanawiam się jak wyglądałoby moje życie, gdybym odcięła się od tego co jest teraz. Gdybym wyjechała gdzieś, gdzie nikt mnie nie zna. Zerwała kontakt z rodziną, znajomymi, przyjaciółmi...czy byłabym w stanie być wtedy szczęśliwa, czy może ciemność pochłonęłaby mnie jeszcze bardziej?

Jestem jak wyrzutek społeczeństwa odsunięty na margines z własnej woli. Nie umiem z nikim rozmawiać, nikomu zaufać. Na niczym tak prawdziwie mi już nie zależy, nie mam żadnego celu ani planu. Nie znam siebie, nie wiem w czym jestem dobra, co chciałabym robić, czym się zajmować... Jestem bezkształtna.

Kolejne nicnieznaczące minuty mijają bezpowrotnie. Czas płynie zbyt prędko, ale może im szybciej tym lepiej... Niech to wszystko skończy się raz na zawsze lub w jakiś magiczny sposób zmieni... Męczy mnie nawet oddychanie, jakby spoczywał na mnie jakiś fizyczny ciężar, który utrudnia mi nabranie powietrza. Nie tracę nadziei, ale moja wola walki spala się z każdą sekundą. Coś zżera mnie od środka i nic nie jest w stanie tego zatrzymać. Jak długo będę jeszcze w stanie to wytrzymać?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz