środa, 9 marca 2016

Przeżyć jeden dzień normalnie...To chyba zbyt wielkie marzenie jak na moją osobę.

Ostatnio wszystko jest bardziej. Nie lubię tego stanu, którego nie potrafię wytłumaczyć...
Chyba wszystko co robię, robię tylko po to by zagłuszyć i zająć czymś myśli, ale tak naprawdę to wcale nie działa. Mam wrażenie jakby coś lub ktoś bezpowrotnie zabrał jakąś część mnie...a najgorsze jest to, że nie wiem skąd to uczucie wykiełkowało i dlaczego. Wiem tylko, że z dnia na dzień rośnie coraz bardziej. Powoli ogarnia tę resztę mnie, która została. To przykre, kiedy wręcz godzę się na to, żeby tak właśnie mijało moje życie... To smutne, kiedy dostrzegam, że jest źle, ale nic z tym nie robię.
Chwilami się rozsypuję. Nie mam motywacji, by z tym walczyć, ale mimo że uważam siebie za strasznie słabą, wciąż mam resztki sił, by się podnosić i składać na nowo. Coś nie pozwala mi się poddawać.

Dzisiaj dostałam maila, że nie zostałam zakwalifikowana do drugiego etapu rekrutacji. Nie rozpaczam, może nawet dobrze się stało...Nie jestem pewna czy poradziłabym sobie na takim stanowisku, chociaż gdyby mnie przyjęli, to na pewno dawałabym z siebie 100%, żeby wypaść jak najlepiej. Nie mam zamiaru jednak nad tym rozmyślać. Najważniejsze że spróbowałam i zrobiłam co mogłam. Poszukam czegoś mniej ambitnego może.
Sypiam ostatnio w granicach 4-5 godzin. Zdaję sobie sprawę, że to za mało...muszę mniej czasu marnować przed komputerem, bo to chyba główny powód tego wszystkiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz