W czyichś oczach możemy poznać siebie lepiej niż przeglądając się w lustrze. Lustro odbije nasz obraz i nie zrobi nic więcej. A czyjeś spojrzenie potrafi przeszyć nas na wylot, zranić bardziej niż niejedno wypowiedziane na głos słowo. Pogarda i nienawiść w oczach bolą bardziej niż jakakolwiek obelga.
Ludzie wyzywają się i kłócą często pod wpływem emocji, wykrzykują słowa i wyzwiska trochę nieświadomie. Robią to nie dlatego, że chcą i naprawdę tak uważają. Po prostu targający nimi gniew każe im je wypowiadać i wyrzucać z siebie jednocześnie raniąc innych. Wzrok też jest zależny od emocji, ale w trochę inny sposób niż to co wypowiadamy. Nie mamy nad nim kontroli, dlatego tak bardzo boimy się kłamać patrząc komuś prosto w oczy. Zdajemy sobie sprawę, że on może nas zdradzić. Oczywiście, możemy go odwrócić lub spojrzeć w drugą stronę, lecz nie jesteśmy w stanie ukryć emocji w nim zawartych. On powie wszystko.
_____
Czuję, że nie jestem tam gdzie powinnam być. Wszystkie spotkania i rozmowy mnie dobijają, bo z każdym wypowiadanym słowem coraz bardziej zdaję sobie sprawę z tego jak bardzo nie jestem sobą.
Życie doświadczyło mnie wystarczająco dobrze, żebym potrafiła rozpoznać kiedy ktoś mnie słyszy, lecz nie słucha. 'Słyszeć' i 'słuchać'...tak bardzo podobne słowa, które jednak w rzeczywistości dzieli wielka przepaść.
Można słyszeć, lecz nie słuchać
Można patrzeć, lecz nie widzieć
Szczerze mówiąc nie mam już sił nic mówić wiedząc, że wszystko co powiem będzie puszczone mimo uszu. Nie widzę sensu rozmowy.
Dlaczego po spotkaniu z przyjaciółkami czy przyjacielem zamiast cieszyć się, że w końcu udało nam się zobaczyć i pogadać, mam ochotę się rozpłakać? Nie jestem już tą samą osobą co kiedyś. Jestem sztuczna, bo boję się, że prawdziwej mnie nikt by nie zaakceptował. Może jest to nieuzasadniony strach. Nie wiem, ale wolę na razie nie sprawdzać. Chociaż może kiedyś w końcu nie będę w stanie dłużej utrzymywać tego wszystkiego w sobie i moje tamy pękną. Wtedy okaże się kogo stracę na dobre, a kto przy mnie zostanie mimo wszystko...
Boję się cholernie, a ten strach boli. Jednak nie jest to fizyczny, paraliżujący lęk. To raczej wewnętrzna obawa, przez którą nie jestem w stanie zaznać spokoju. Czasami ten strach na chwilę milknie i wydaje mi się, że wszystko jest dobrze, ale potem i tak nadchodzi dzień, w którym on wraca... To takie błędne koło, z którego nie umiem sama wyjść. Nikt jednak nie poda mi ręki i nie pomoże, bo po prostu nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że błądzę.
Nie obciążam nikogo swoimi problemami, bo wiem, że ludzie nie chcą słuchać ani zrozumieć...Wolą nie wiedzieć o cierpieniu, bo wtedy czują się bardziej komfortowo.
Mają swoje życie, więc po co zadręczać ich dodatkowo moim?
Mam swój świat złożony z wielu części. To układanka, którą w całości znam tylko ja, nikt więcej... Inni mają pojęcie co najwyżej o paru jej elementach. Jestem jak puzzle, których nikt nie jest w stanie ułożyć do końca. Mój obraz nigdy nie wyjdzie na światło dzienne, bo z premedytacją ukryłam przed światem parę jego kawałków.
Tak wiele chciałabym zmienić...
Przynajmniej książki mnie rozumieją i w pewiem sposób wypełniają tę pustkę po ludziach...
Najbardziej lubię chwile kiedy czytam jakiś fragment, który idealnie do mnie pasuje...kiedy czuję, że mogłabym napisać dokładnie to samo, tylko pewnie nie potrafiłabym ująć tego w słowa tak dobrze jak autor. Trochę to zabawne, kiedy ktoś potrafi lepiej wyrazić to co sami czujemy...
*cytat ~Piotr Szymonowicz
____
Hold, hold on, hold on to me,
cause I'm a little unsteady, a little unsteady.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz