Od paru dni jest podejrzanie spokojnie. Czuję się zupełnie normalnie, jakby spadł ze mnie jakiś ciężar. Na tafli oceanu moich uczuć i emocji nie pojawiają się żadne większe fale. A zdążyłam się już do nich przyzwyczaić w ostatnich dniach(tygodniach?). Tylko że nic się nie wydarzyło, nie rozwiązały się problemy, nie rozwiały się wątpliwości. W sumie nie zmieniło się nic oprócz mojego samopoczucia właśnie. Wygląda na to, że nie tylko nie rozumiem tego kiedy jestem załamana, dobita i targają mną emocje, ale też tego kiedy jest w miarę spokojnie.
A może po prostu nie jestem w stanie dostrzec co dokładnie powoduje i wpływa na to, że czuję się tak, a nie inaczej?
Tak wiele rzeczy chciałabym ująć w słowa, a nie potrafię. Wydaje mi się jakbym nie miała nic ciekawego do powiedzenia, nic wartego jakiejkolwiek uwagi...a przecież to nieprawda. Nieprawda, w którą niestety wierzę.
Są rzeczy, których nie da się szybko zmienić, do których potrzeba wielkich pokładów cierpliwości i woli walki. Jedną z nich jest zmiana myślenia o samym sobie.
Zastanawiam się w jakim stopniu człowiek jest w stanie poradzić sobie z czymś sam. Czy w ogóle jest możliwa jakaś większa zmiana, jeżeli zachwiane są podstawowe potrzeby.
Moje relcje z rodziną są zbyt płytkie. Jedyną osobą, z którą jestem w stanie zamienić więcej niż kilka zdań jest moja siostra. Zdałam sobie sprawę z tego, że tak naprawdę praktycznie nie mam z kim pogadać o zwykłej codzienności...o tym co spotkało mnie danego dnia, co miłego mi się przytrafiło lub co mnie zasmuciło. Nie mam już codziennego kontaktu z najbliższymi przyjaciółmi, więc tak naprawdę zostaję ze wszystkim sama. Wszystkie moje myśli są uwięzione w mojej głowie, nie mogę ich wypowiedzieć, jedyne co mogę zrobić to przelać je właśnie tutaj... Pisanie wiele mi daje. Ale to wciąż tylko monolog... Niby mam na co dzień kontakt z wieloma osobami, chociażby ze znajomymi z uczelni, ale mimo to brakuje mi chyba jakiejś głębszej relacji z ludźmi. Mam introwertyczną naturę i świetnie radzę sobie w wypieraniu tej potrzeby na dalszy plan, wmawiam sobie, że mogę być samowystarczalna...ale przecież tak naprawdę każdy kogoś potrzebuje. Pora sobie to w końcu uświadomić i przede wszystkim się z tym pogodzić...A nie wiecznie przekonywać się, że wolę być sama. Owszem, potrzebuję swojej przestrzeni, możliwości odetchnięcia tylko we własnym towarzystwie, ale przecież nie przez cały czas... Bo im dłużej jestem sama ze sobą tym gorzej to na mnie wpływa.
Tortury introwertyków, nawet tych, mających bogate życie wewnętrzne, w kontaktach z innymi. Milczący introwertycy – nie jest tak, żeby chronili swoje skarby przed cudzym spojrzeniem, tylko paraliżuje ich nieśmiałość. Niekiedy sprawiają wrażenie osób aroganckich, ale to złudzenie, pomyłka, oni są nieśmiali. Czego się boją? Nie wiadomo. Jakaś siła nie pozwala im mówić. W pewnym sensie są perfekcjonistami; boją się, że to co wypowiedzą będzie tylko karykaturą ich myśli. Mają tu liczne doświadczenia, ile już razy wstydzili się, że popełnili gafę, że źle się wyrazili, i cierpieli później. Dlatego wolą milczeć. Właściwie z szacunku dla innych, dla osoby, z którą się spotykają. Ale na ogół ta osoba widzi to zupełnie inaczej…~Adam Zagajewski
Ostatni akapit - jakbym czytał o sobie.. Cóż, trzeba walczyć ;)
OdpowiedzUsuńZmiana myślenia o sobie to rzeczywiście jedna z cięższych spraw. Myślenie o "ja" wizualnym, duchowym, wewnętrznym i każdym innym. Właściwie sami wpędzamy się tutaj w pułapkę - to co myślimy później do nas wraca. To jest nasza podświadomość, która odpłaca się naszym własnym myśleniem - a nasze myślenie powstaje od tego co nam podpowiada podświadomość. Także chyba warto spróbować czasami tę podświadomość oszukać i kilka spraw podpowiedzieć po swojemu ;)
Określenie "pułapka" bardzo dobrze pasuje do tego problemu...i chyba trudno w nią nie wpaść. Pozostaje kwestia tego, jak bardzo dane przekonanie o sobie jest w nas zakorzenione. Z niektórymi można uporać się z łatwością i czasami wystarczy jedna pozytywna sytuacja by taką myśl rozwiać, z innymi musimy zmagać się miesiącami lub nawet latami.
UsuńAle próbować z pewnością warto ;) Wtedy przynajmniej nie stoimy od samego początku na przegranej pozycji.