Czym jest życie?
Naucz mnie tego proszę...bo ja jestem słabym, bezbronnym stworzeniem, które resztkami sił radzi sobie z rzeczywistością. Z tym co otacza i oplata jak pajęczyna każdy kolejny dzień i moment... Z emocjami i sytuacjami, które być może miały się nie zdarzyć...albo raczej właśnie miały, po to żeby coś mi pokazać, doświadczyć mnie w ten czy inny sposób. Tylko dlaczego to musi boleć? Dlaczego ta nauka nie może być przyjemna...jak kropla ciepłego deszczu spływająca po skórze...dlaczego musi być jak kolejny cios, który nie zabije, lecz każe ci się podnieść, byś mógł dostać kolejny?
Ja wiem, mam wady...jestem oceanem wad. Kto nie jest?
Już się nauczył, że wyborów dokonuje się w kilka sekund, a ich skutków doświadcza się przez resztę życia. ~Paolo Giordano
piątek, 29 stycznia 2016
niedziela, 24 stycznia 2016
Dlaczego przyszło do mnie życie...dlaczego nieproszone wtargnęło w moje żyły, dało mi duszę i ciało? Dlaczego dano mi coś, czego nigdy nie chciałam...
Chcę...tak bardzo pragnę zniknąć.
Nie umiem żyć... jestem zbyt wrażliwa, by chodzić po tym jebanym świecie, który odbiera mi energię każdego dnia.
Nie mam nikogo, zupełnie nikogo...Jestem sama i ostatnio tak cholernie głęboko to odczuwam. Nie potrafię sobie z tym poradzić, nie umiem tego wytrzymać. Te emocje są silniejsze ode mnie, przygniatają mnie, a ja nie mam sił ich unieść ani z nimi walczyć.
Zawalam obowiązki...nie czuję sensu by cokolwiek robić. Po co mam się starać? Dla siebie? Dla rodziny? Niby jak, skoro nawet oni mnie nie znają, nic o mnie nie wiedzą, nie umiem się otworzyć przed nikim, kogo znam. Łatwiej rozmawia się z obcymi, ale dla obcych nic nie znaczę, logiczne...Więc koło się zamyka. Jestem w pułapce, czekam na ten ostateczny moment, kiedy w końcu się poddam. Kiedy jednocześnie uwolnię się od tego co było i spieprzę doszczętnie wszystko co mogłoby jeszcze nadejść...Co da mi większą ulgę?
Chciałabym by życie nigdy mnie nie spotkało, by to wszystko nigdy się nie zaczęło
Gdybym mogła wypowiedzieć jedno życzenie, które miałoby się spełnić właśnie takie byłoby moje: nigdy się nie urodzić.
Bo na chuj mi cokolwiek innego...miłość, przyjaciele, zdrowie, pieniądze, szczęście, cel, pasja, marzenia... nawet gdybym cokolwiek z tego miała zawsze brakowałoby mi czegoś innego. A gdyby mnie nie było...nie brakowałoby mi niczego. (Nie)życie byłoby wtedy tak cudowne, piękne, wolne od wszystkiego...
Uwolnijcie mnie, proszę...
Chcę...tak cholernie pragnę zniknąć.
Nie umiem żyć... jestem zbyt wrażliwa, by chodzić po tym jebanym świecie, który odbiera mi energię każdego dnia.
Nie mam nikogo, zupełnie nikogo...Jestem sama i ostatnio tak cholernie głęboko to odczuwam. Nie potrafię sobie z tym poradzić, nie umiem tego wytrzymać. Te emocje są silniejsze ode mnie, przygniatają mnie, a ja nie mam sił ich unieść ani z nimi walczyć.
Zawalam obowiązki...nie czuję sensu by cokolwiek robić. Po co mam się starać? Dla siebie? Dla rodziny? Niby jak, skoro nawet oni mnie nie znają, nic o mnie nie wiedzą, nie umiem się otworzyć przed nikim, kogo znam. Łatwiej rozmawia się z obcymi, ale dla obcych nic nie znaczę, logiczne...Więc koło się zamyka. Jestem w pułapce, czekam na ten ostateczny moment, kiedy w końcu się poddam. Kiedy jednocześnie uwolnię się od tego co było i spieprzę doszczętnie wszystko co mogłoby jeszcze nadejść...Co da mi większą ulgę?
Chciałabym by życie nigdy mnie nie spotkało, by to wszystko nigdy się nie zaczęło
Gdybym mogła wypowiedzieć jedno życzenie, które miałoby się spełnić właśnie takie byłoby moje: nigdy się nie urodzić.
Bo na chuj mi cokolwiek innego...miłość, przyjaciele, zdrowie, pieniądze, szczęście, cel, pasja, marzenia... nawet gdybym cokolwiek z tego miała zawsze brakowałoby mi czegoś innego. A gdyby mnie nie było...nie brakowałoby mi niczego. (Nie)życie byłoby wtedy tak cudowne, piękne, wolne od wszystkiego...
Uwolnijcie mnie, proszę...
Chcę...tak cholernie pragnę zniknąć.
sobota, 23 stycznia 2016
Dochodząc do perfekcji w oszukiwaniu siebie i tworzeniu złudzeń... W końcu mogę przyznać, że jestem w czymś profesjonalistką.
Oszukałam się kolejny raz
Wiedziałam, że tak się skończy, ale i tak wolałam o tym nie myśleć
Ale wiem, w gruncie rzeczy wiem, że życie to dziwka. Daje nam coś dobrego na 5 minut, tylko po to by po chwili nam to odebrać. Już dawno się o tym przekonałam, ale za każdym razem chcę, żeby tym razem to '5 minut' trwało jak najdłużej...tak się nie da. Czasu nie rozciągnę i nic nie zmienię. Ani siebie, ani tym bardziej innych.
Nie jestem szczęśliwa, czuję drzazgę w sercu. Nie mogę i nie chcę nikogo pokochać, to zbyt wielkie ryzyko. Czasami nie warto ryzykować... Czy ja w to wierzę, czy tylko się oszukuję?
Nie wiem, boli mnie każdy oddech i każda myśl.
Chcę już zniknąć, dzisiaj, teraz, w tej chwili, w tej sekundzie...chcę poczuć, że mnie nie ma. Chcę poczuć pustkę.
Wiedziałam, że tak się skończy, ale i tak wolałam o tym nie myśleć
Ale wiem, w gruncie rzeczy wiem, że życie to dziwka. Daje nam coś dobrego na 5 minut, tylko po to by po chwili nam to odebrać. Już dawno się o tym przekonałam, ale za każdym razem chcę, żeby tym razem to '5 minut' trwało jak najdłużej...tak się nie da. Czasu nie rozciągnę i nic nie zmienię. Ani siebie, ani tym bardziej innych.
Nie jestem szczęśliwa, czuję drzazgę w sercu. Nie mogę i nie chcę nikogo pokochać, to zbyt wielkie ryzyko. Czasami nie warto ryzykować... Czy ja w to wierzę, czy tylko się oszukuję?
Nie wiem, boli mnie każdy oddech i każda myśl.
Chcę już zniknąć, dzisiaj, teraz, w tej chwili, w tej sekundzie...chcę poczuć, że mnie nie ma. Chcę poczuć pustkę.
czwartek, 21 stycznia 2016
Dokąd zmierzam...Może koniec jest bliżej niż myślę? Czeka aż podam mu rękę.
Nie znam siebie.
Błądzę po świecie. Dokąd prowadzi mnie życie i dlaczego właśnie tam? Nie wiem na czym mi zależy, czego chcę spróbować, co chcę robić.
To takie dziwne uczucie, jakbym wewnątrz była zupełnie kimś innym niż wydawałoby się na pierwszy rzut oka. Chyba taka jest prawda po prostu, no więc kim ja jestem? Kto mi odpowie i kiedy?
Już trudno, nie mam sił na nic. Nie da się w życiu na dłuższą metę radzić sobie ze wszystkim samemu...to zżera od środka, jak kwas, który każdego dnia wypala kolejną komórkę mojego ciała. Jeżeli potrwa to dłużej to w końcu zniknę zupełnie.Dobrze, nikt nie zauważy tak małej straty.
Nic nie jest takie jakie bym chciała, denerwuję się na widok osób, na których powinno mi zależeć najbardziej. Nie potrafię inaczej, ale to nie jest moja wina. To oni do tego doprowadzili, nawet jeżeli nieświadomie i niechcący... sprawili, że nie mogę na nich patrzeć. Ja już teraz nie mam na to wpływu, nie umiem z tym walczyć. Nie umiem wyprzeć tej nienawiści, no kurwa nie umiem.
Nie obchodzi mnie już nic
Chciałam zrobić dzisiaj coś ambitnego, a przynajmniej cokolwiek, co miałoby jakiś najmniejszy sens hahah Kogo ja oszukuję? Samą siebie oczywiście
Błądzę po świecie. Dokąd prowadzi mnie życie i dlaczego właśnie tam? Nie wiem na czym mi zależy, czego chcę spróbować, co chcę robić.
To takie dziwne uczucie, jakbym wewnątrz była zupełnie kimś innym niż wydawałoby się na pierwszy rzut oka. Chyba taka jest prawda po prostu, no więc kim ja jestem? Kto mi odpowie i kiedy?
Już trudno, nie mam sił na nic. Nie da się w życiu na dłuższą metę radzić sobie ze wszystkim samemu...to zżera od środka, jak kwas, który każdego dnia wypala kolejną komórkę mojego ciała. Jeżeli potrwa to dłużej to w końcu zniknę zupełnie.
Nic nie jest takie jakie bym chciała, denerwuję się na widok osób, na których powinno mi zależeć najbardziej. Nie potrafię inaczej, ale to nie jest moja wina. To oni do tego doprowadzili, nawet jeżeli nieświadomie i niechcący... sprawili, że nie mogę na nich patrzeć. Ja już teraz nie mam na to wpływu, nie umiem z tym walczyć. Nie umiem wyprzeć tej nienawiści, no kurwa nie umiem.
Nie obchodzi mnie już nic
Chciałam zrobić dzisiaj coś ambitnego, a przynajmniej cokolwiek, co miałoby jakiś najmniejszy sens hahah Kogo ja oszukuję? Samą siebie oczywiście
niedziela, 10 stycznia 2016
Niewiadoma melancholia. Brak konkretów, przemyślenia przy nauce...
Zastanawiam się jakie mam priorytety w życiu i czego tak naprawdę chcę, co dałoby mi szczęście...Nie takie chwilowe, tylko to wewnętrzne, trwające cały czas.
Przede mną leżą notatki ze studiów. Jeżeli chcę, to potrafię się zmusić do nauki, zależy mi na ocenach...Bo kiedy dostaję wysoki stopień czuję, że to co zrobiłam miało sens, że nie zmarnowałam czasu, tylko nauczyłam się i dostałam nagrodę, która mi się należała. Tylko tak sobie myślę...po co mi to wszystko? Po co te dobre oceny, skoro i tak nikt mnie o nie nie spyta? Mogłabym stwierdzić, że dla satysfakcji, ale ona trwa tylko chwilkę i nie da się jej porównać z czasem i stresem związanym z nauką. Chyba trochę uciekam w naukę...nie wiem, może mi się to opłaci. Może uda mi się dostać stypendium. Ale po co mi ono? Pieniądze nie dadzą mi szczęścia...No chyba, że dzięki nim uda mi się zrealizować jakieś swoje cele, marzenia...
Jest tak dziwnie i melancholijnie. Nie wiem co myśleć i w jakim dokładnie jestem nastroju. Nijakim? Może trochę depresyjnym?Nie wiem, nie wiem, nie wiem....Za dużo nie wiem.
Brakuje mi mojego przyjaciela. Rozumiem, że ma nowych znajomych, swoje studia i wgl, ale czuję się trochę zapomniana, zupełnie nieważna i po prostu mi smutno, nic więcej, tęsknię po prostu.
Już nie jest tak samo jak dawniej. Zmieniło się wszystko i wszyscy. Nie wiem już kogo znam, a kogo nie...Może takie miało być życie. Wypełnione nijakością, pustką, ucieczkami, marnowaniem czasu, brakiem jakiegokolwiek celu. Takie miało być? Nawet jeżeli nie, to właśnie do tego doprowadziłam...
Mogłabym niszczyć ludziom życie za pieniądze, zarobiłabym na tym miliony.
Przede mną leżą notatki ze studiów. Jeżeli chcę, to potrafię się zmusić do nauki, zależy mi na ocenach...Bo kiedy dostaję wysoki stopień czuję, że to co zrobiłam miało sens, że nie zmarnowałam czasu, tylko nauczyłam się i dostałam nagrodę, która mi się należała. Tylko tak sobie myślę...po co mi to wszystko? Po co te dobre oceny, skoro i tak nikt mnie o nie nie spyta? Mogłabym stwierdzić, że dla satysfakcji, ale ona trwa tylko chwilkę i nie da się jej porównać z czasem i stresem związanym z nauką. Chyba trochę uciekam w naukę...nie wiem, może mi się to opłaci. Może uda mi się dostać stypendium. Ale po co mi ono? Pieniądze nie dadzą mi szczęścia...No chyba, że dzięki nim uda mi się zrealizować jakieś swoje cele, marzenia...
Jest tak dziwnie i melancholijnie. Nie wiem co myśleć i w jakim dokładnie jestem nastroju. Nijakim? Może trochę depresyjnym?
Brakuje mi mojego przyjaciela. Rozumiem, że ma nowych znajomych, swoje studia i wgl, ale czuję się trochę zapomniana, zupełnie nieważna i po prostu mi smutno, nic więcej, tęsknię po prostu.
Już nie jest tak samo jak dawniej. Zmieniło się wszystko i wszyscy. Nie wiem już kogo znam, a kogo nie...Może takie miało być życie. Wypełnione nijakością, pustką, ucieczkami, marnowaniem czasu, brakiem jakiegokolwiek celu. Takie miało być? Nawet jeżeli nie, to właśnie do tego doprowadziłam...
Mogłabym niszczyć ludziom życie za pieniądze, zarobiłabym na tym miliony.
piątek, 8 stycznia 2016
Trochę o byciu nikim i moich marzeniach. Ale to tylko odrobinka.
Jestem nikim
Jestem śmieciem wyrzuconym przez morze na brzeg. A wcale nie chcę tu leżeć, wolę tonąć, unosić się na falach, które nie wiadomo gdzie mnie poniosą.
Nie wiem co się ze mną dzieje
Nie wiem czego chcę albo raczej wiem, tylko nie chcę się przyznać sama przed sobą
Poza tym nie chcę, żeby na czymkolwiek albo kimkolwiek mi zależało. Wiem do czego mogłoby to doprowadzić... Chwilowe szczęście i niekończący się ból.
Śnieg za oknem.
Chciałabym mieszkać w jakimś domku, może w Norwegii, odosobnionym od świata, wśród zasp, gdzie na horyzoncie nie widać niczego poza białym puchem, drzewami i nieskończonością. Tak bardzo chciałabym być kompletnie sama. Żeby nikt nie wiedział o moim istnieniu, by nikt się o mnie nie martwił, nie pytał co u mnie. By żyć tylko i wyłącznie dla siebie, ze świadomością, że już teraz nie mogę nic więcej schrzanić. To trudne. To nigdy się nie spełni....Dlaczego?
Czy to tak wiele? To tak duża prośba? Chociaż gdyby się spełniła mogłoby być jeszcze gorzej...ale nie wiem. Nie mam siły się zastanawiać. Z resztą na co ja mam teraz siłę?
Nie mam jej nawet, żeby żyć.
______________
Muszę iść się ubrać i zacząć się uczyć.
Chujowy, nieambitny plan.
Wciąż nie mam o czym gadać, wciąż jestem nudną parodią człowieka. Nie wiem czy śmiać się, czy płakać. Ale moje wewnętrzne ja zdecydowało już samo. Śmiech nie jest dla mnie, a świat przez łzy wydaje się być taki rozmyty. Jakby przez chwileczkę przestawał istnieć.
Jestem śmieciem wyrzuconym przez morze na brzeg. A wcale nie chcę tu leżeć, wolę tonąć, unosić się na falach, które nie wiadomo gdzie mnie poniosą.
Nie wiem co się ze mną dzieje
Nie wiem czego chcę albo raczej wiem, tylko nie chcę się przyznać sama przed sobą
Poza tym nie chcę, żeby na czymkolwiek albo kimkolwiek mi zależało. Wiem do czego mogłoby to doprowadzić... Chwilowe szczęście i niekończący się ból.
Śnieg za oknem.
Chciałabym mieszkać w jakimś domku, może w Norwegii, odosobnionym od świata, wśród zasp, gdzie na horyzoncie nie widać niczego poza białym puchem, drzewami i nieskończonością. Tak bardzo chciałabym być kompletnie sama. Żeby nikt nie wiedział o moim istnieniu, by nikt się o mnie nie martwił, nie pytał co u mnie. By żyć tylko i wyłącznie dla siebie, ze świadomością, że już teraz nie mogę nic więcej schrzanić. To trudne. To nigdy się nie spełni....Dlaczego?
Czy to tak wiele? To tak duża prośba? Chociaż gdyby się spełniła mogłoby być jeszcze gorzej...ale nie wiem. Nie mam siły się zastanawiać. Z resztą na co ja mam teraz siłę?
Nie mam jej nawet, żeby żyć.
______________
Muszę iść się ubrać i zacząć się uczyć.
Chujowy, nieambitny plan.
Wciąż nie mam o czym gadać, wciąż jestem nudną parodią człowieka. Nie wiem czy śmiać się, czy płakać. Ale moje wewnętrzne ja zdecydowało już samo. Śmiech nie jest dla mnie, a świat przez łzy wydaje się być taki rozmyty. Jakby przez chwileczkę przestawał istnieć.
czwartek, 7 stycznia 2016
Ocean pustki mnie pochłonął, tonę w nudzie i beznadziei, a na horyzoncie fale...Czekam na ostatni oddech
Tak, przyznaję- jestem żałosna, nudna, nieciekawa i jeszcze raz żałosna. Do kwadratu. Nie wiem czy chodził po ziemi, ktoś kto mógłby równać się z moją nudnością. Raczej nie, bo prawdopodobnie biję wszystkich na głowę, jeżeli o to chodzi.
Nie wiem już co robić, nie umiem wymyślać tematów do rozmowy, nie mam poczucia humoru, nie znam się na muzyce, nie interesuję się niczym, co się dzieje na świecie. Żyję sobie w swojej pustej, wypełnionej próżnią bańce. Mój czas wypełnia robienie niczego i myślenie o niczym.
Kurwa, połowę swojego życia przespałam i teaz dziwię się, dlaczego jestem tak nudna? Przecież znam odpowiedź doskonale- nie chce mi się. Cholernie nie chce mi się nic robić, niczego zmieniać, niczym interesować. Chcę siedzieć i wegetować, przyzwyczaiłam się do tego i chociaż gdzieś w głębi siebie pragnę przygód i zmian, to świadomie wybieram stanie w miejscu, bo po ludzku nie mam siły.
Zużyłam się, wyczerpałam ostatnie zapasy energii. Nie rozumiem dlaczego nikt nie ma dla mnie czasu i czemu nikogo nie obchodzę...Albo może raczej zaczynam to rozumieć... Bo nikogo nie obchodzą nudne znajomości, odgrzewane kotlety, poruszane w kółko te same tematy.
Jestem pierdolonym zerem. Może im szybciej sobie to uświadomię i się z tym pogodzę, tym lepiej. Może im szybciej uwolnię się od tego wszystkiego, tym lepiej?
Ale...czy potrafiłabym podjąć tą ostateczną decyzję? Odpowiedź jest oczywista, że nie.
Ze strachu, z obawy, z jakiegoś nieuzasadnionego poczucia i nadziei, że mam po co żyć.
Ale to tylko złudzenie, prawda kochana?
Nie masz nikogo, nie masz niczego. Jesteś sama, tak z resztą było od zawsze. Można się oszukiwać, ale okrutna prawda zawsze pozostaje taka sama, bez względu na wszystko inne.
Mam ochotę czytać dzisiaj całą noc, utopić się w czyichś słowach. Przeżyć cokolwiek, chociażby w ten sposób...dzięki słowom na papierze.
Nie wiem już co robić, nie umiem wymyślać tematów do rozmowy, nie mam poczucia humoru, nie znam się na muzyce, nie interesuję się niczym, co się dzieje na świecie. Żyję sobie w swojej pustej, wypełnionej próżnią bańce. Mój czas wypełnia robienie niczego i myślenie o niczym.
Kurwa, połowę swojego życia przespałam i teaz dziwię się, dlaczego jestem tak nudna? Przecież znam odpowiedź doskonale- nie chce mi się. Cholernie nie chce mi się nic robić, niczego zmieniać, niczym interesować. Chcę siedzieć i wegetować, przyzwyczaiłam się do tego i chociaż gdzieś w głębi siebie pragnę przygód i zmian, to świadomie wybieram stanie w miejscu, bo po ludzku nie mam siły.
Zużyłam się, wyczerpałam ostatnie zapasy energii. Nie rozumiem dlaczego nikt nie ma dla mnie czasu i czemu nikogo nie obchodzę...Albo może raczej zaczynam to rozumieć... Bo nikogo nie obchodzą nudne znajomości, odgrzewane kotlety, poruszane w kółko te same tematy.
Jestem pierdolonym zerem. Może im szybciej sobie to uświadomię i się z tym pogodzę, tym lepiej. Może im szybciej uwolnię się od tego wszystkiego, tym lepiej?
Ale...czy potrafiłabym podjąć tą ostateczną decyzję? Odpowiedź jest oczywista, że nie.
Ze strachu, z obawy, z jakiegoś nieuzasadnionego poczucia i nadziei, że mam po co żyć.
Ale to tylko złudzenie, prawda kochana?
Nie masz nikogo, nie masz niczego. Jesteś sama, tak z resztą było od zawsze. Można się oszukiwać, ale okrutna prawda zawsze pozostaje taka sama, bez względu na wszystko inne.
Mam ochotę czytać dzisiaj całą noc, utopić się w czyichś słowach. Przeżyć cokolwiek, chociażby w ten sposób...dzięki słowom na papierze.
wtorek, 5 stycznia 2016
Krótko, wieczornie. Przemyślenia z cyklu: co dzień to samo.
Jestem gdzieś, w jakimś miejscu swojego życia, na pewnym etapie, jak każdy.
Zmarnowałam praktycznie całe swoje dotychczasowe życie...przewegetowałam lub przespałam większość czasu. Bałam się wszystkiego, nie ryzykowałam, nic nie zmieniałam. Ale teraz właśnie chcę to zrobić. Chcę żeby mój ostatni -nasty rok nie minął bezsensownie. Bym pod jego koniec mogła naprawdę, z czystym sumieniem, powiedzieć 'to był najlepszy rok w moim życiu'. Naprawdę tego chcę! A patrząc na poprzednie lata...nie będzie to trudne do zrobienia.
Chcę zyskać miliony wspomnień, mieć o czym opowiadać, stać się opowieścią. Chcę zdobywać szczyty, pojechać w miejsca, w których nigdy nie byłam, oddychać powietrzem, którym nigdy nie oddychałam, poczuć emocje, których nigdy nie czułam. Poznać to, co nieznane, przezwyciężyć lęki, przełamać bariery, odnaleźć siebie.
Mam dosyć stania w kącie i patrzenia jak moje życie mija bezpowrotnie tydzień po tygodniu, dzień po dniu, godzina po godzinie... Chcę spróbować czegoś nowego. Skosztować życia, wgryźć się w każdą sekundę. Wycisnąć wszystko co potrafię, nawet chociażbym miała robić te wszystkie rzeczy, których pragnę, sama. Nie obchodzi mnie to. Będę sobie sama chodziła na spacery w magiczne wieczory, oglądała wciągające filmy, czytała książki, chodziła na kawę i lody i do teatru, nie muszę czekać na niczyją propozycję ani zaproszenie. Ale postanawiam też poznawać nowych ludzi, może będą to znajomości na parę godzin, może coś dłuższego? Nie będę niczego oczekiwać, na nic się nastawiać i niczego żałować. Nie na tym polega życie. Każdy robi błędy, tego nie da się uniknąć. Lepiej spróbować i samemu przekonać się co przyniesie nasza decyzja, może okaże się jedną z tych najwłaściwszych w naszym życiu?
Czego ja pragnę? Tak gdzieś głęboko? Wcale nie jakiejś cholernej miłości. Chcę...nieważne...nie umiem znaleźć słów.
Zmarnowałam praktycznie całe swoje dotychczasowe życie...przewegetowałam lub przespałam większość czasu. Bałam się wszystkiego, nie ryzykowałam, nic nie zmieniałam. Ale teraz właśnie chcę to zrobić. Chcę żeby mój ostatni -nasty rok nie minął bezsensownie. Bym pod jego koniec mogła naprawdę, z czystym sumieniem, powiedzieć 'to był najlepszy rok w moim życiu'. Naprawdę tego chcę! A patrząc na poprzednie lata...nie będzie to trudne do zrobienia.
Chcę zyskać miliony wspomnień, mieć o czym opowiadać, stać się opowieścią. Chcę zdobywać szczyty, pojechać w miejsca, w których nigdy nie byłam, oddychać powietrzem, którym nigdy nie oddychałam, poczuć emocje, których nigdy nie czułam. Poznać to, co nieznane, przezwyciężyć lęki, przełamać bariery, odnaleźć siebie.
Mam dosyć stania w kącie i patrzenia jak moje życie mija bezpowrotnie tydzień po tygodniu, dzień po dniu, godzina po godzinie... Chcę spróbować czegoś nowego. Skosztować życia, wgryźć się w każdą sekundę. Wycisnąć wszystko co potrafię, nawet chociażbym miała robić te wszystkie rzeczy, których pragnę, sama. Nie obchodzi mnie to. Będę sobie sama chodziła na spacery w magiczne wieczory, oglądała wciągające filmy, czytała książki, chodziła na kawę i lody i do teatru, nie muszę czekać na niczyją propozycję ani zaproszenie. Ale postanawiam też poznawać nowych ludzi, może będą to znajomości na parę godzin, może coś dłuższego? Nie będę niczego oczekiwać, na nic się nastawiać i niczego żałować. Nie na tym polega życie. Każdy robi błędy, tego nie da się uniknąć. Lepiej spróbować i samemu przekonać się co przyniesie nasza decyzja, może okaże się jedną z tych najwłaściwszych w naszym życiu?
Czego ja pragnę? Tak gdzieś głęboko? Wcale nie jakiejś cholernej miłości. Chcę...nieważne...nie umiem znaleźć słów.
poniedziałek, 4 stycznia 2016
Trochę narzekań na rodzinę. Ziarenko wiary w lepsze jutro, które kiedyś na pewno nadejdzie.
Każdego dnia budzę się rano i proszę Boga, żeby to był dobry dzień, żeby wydarzyły się piękne rzeczy i dziękuję za to, że mogę wstać. Czy wierzę w te słowa? W to, że dzisiaj może być dla mnie dobre, a może nawet i wspaniałe? Chyba wierzę, bo przecież w innym wypadku nie powtarzałabym codziennie tych czynności, bo uznałabym je za bezsensowne... A skoro wciąż w tym trwam, to znaczy że jest gdzieś we mnie iskierka nadziei, gdzieś jest...
Są w moim życiu pewne rzeczy, które chciałabym zmienić, ogromnie, ale po prostu nie potrafię, nie daję rady bez względu na to ile razy próbuję i mówię sobie, że tym razem będzie lepiej. Chciałabym mieć lepsze relacje z rodziną. Nie mówię, że są jakieś bardzo złe, ale u nas wszystko opiera się jedynie na 'wiedzeniu'. Już wyjaśniam o co dokładnie mi chodzi. Mam na myśli to, że wiem, że rodzice mnie kochają i chcą dla mnie naprawdę dobrze i nigdy nie chcieliby dla mnie niczego złego, lecz problem w tym, że wcale tego nie czuję. Wiem, ale nie czuję. Nie czuję się przez nikogo kochana, dla nikogo ważna, nikt nie interesuje się moim życiem, tym jak się czuję, jak mi idą studia, jakie mam hobby, co lubię robić w wolnym czasie...a chyba o to właśnie chodzi w rodzinie? O wsparcie, zainteresowanie, poczucie bezpieczeństwa, pewnej przynależności i przywiązania do osób, z którymi się mieszka...
Właśnie, ja tutaj tylko mieszkam i wiem. Nic więcej. Nie czuję żadnych więzi, nasze relacje są bardzo płytkie i powierzchowne. Każdy akt zainteresowania odbieram jako coś podejrzanego i nienaturalnego. Nie lubię kiedy rodzina składa mi życzenia, bo wydaje mi się, że to wszystko jedynie kłamstwa, a w rzeczywistości wszyscy mają o mnie już wyrobione odmienne zdanie. Nie cierpię, kiedy się mnie o coś pytają, bo nie potrafię uwierzyć, że szczerze się mną nagle zainteresowali... Po co mówią "jak tam na studiach?", skoro nie obchodzi ich moja odpowiedź? Z resztą mogłabym opowiedzieć wiele, ale zawsze urywam odpowiedź w paru słowach, bo nie chce mi się wysilać. Oni i tak by nie zrozumieli.
Dobra, mogłabym wylewać te moje żale godzinami, naprawdę. Pisząc o jednej rzeczy przychodzi mi na myśl dziesięć kolejnych, które mnie drażnią i chciałabym je gdzieś z siebie wyrzucić, bo kompletnie nie mam z kim o tym porozmawiać. Duszę w sobie wszelkie emocje, a one powoli gniją. Niezbyt optymistycznie to brzmi, ale myślę, że te słowa pasują do mojej sytuacji i tego, co czuję w środku.
Przesiąkam nienawiścią i nadzieją, chęcią zmiany, a jednocześnie zrezygnowaniem i bezsensem...
Chcę się uwolnić, ale nie wszystko ode mnie zależy. Te uczucia rodzą się same, powstają z tej mieszanki, której nie ujawniam światu, a która we mnie tkwi.
Nie umiem nic będąc tak słabą. Ale to się zmieni. Odnajdę w sobie siłę i motywację. Wszystko się zmieni, wspomnienia pozostaną jedynie w mojej głowie, a to co dzisiaj napisałam stanie się przeszłością. Wierzę w to. Wiem, że tak właśnie będzie.
sobota, 2 stycznia 2016
Nowy blog, stare życie...Trochę o wszystkim. Taka garstka niespójnych myśli i słowotok na dobry(mam nadzieję) początek.
Ten post będzie pewnie sklejką różnych przemyśleń, być może trochę chaotyczną. Trudno, tak to już bywa, kiedy w głowie siedzą tysiące myśli, które chciałoby się przelać, jednak nie są one w żaden sposób ze sobą spójne...
Może wraz z prowadzeniem bloga się to zmieni, ale jak do tej pory,często mam nieodpartą chęć napisania czegoś, jednak ostatecznie rezygnuję, bo nie mam pojęcia o czym pisać. Nie chodzi o to, że nie mam pomysłu. Jest wręcz odwrotnie- mam masę tematów, które chciałabym poruszyć, mnóstwo spostrzeżeń, którymi chciałabym się podzielić, ale nie umiem wybrać, ani skupić się na jednej konkretnej rzeczy, a po paru minutach tracę zapał i odpuszczam sobie z myślą, że być może kiedyś w końcu uda mi się napisać coś sensownego, co ktokolwiek chciałby przeczytać. Kiedyś=w bliżej nieokreślonej przyszłości, która kryje się gdzieś daleko poza horyzontem.
Tak oto rozpoczął się wczoraj Nowy Rok. Pomyślałam, że może najwyższa pora coś w końcu zmienić? Hahah, tak, wiem, że pewnie takie same myśli ma teraz połowa społeczeństwa. Rozumiem, że ten przełomowy(chociaż w gruncie rzeczy taki sam jak reszta) dzień w roku skłania wiele osób do refleksji nad minionym rokiem, do przemyśleń co dobrego lub złego nas spotkało, czy udało nam się zrealizować plany, a może nawet spełnić któreś z naszych marzeń... Obok tych rozważań często znajduje się też miejsce do planów na ten następny rok, niektórzy stawiają sobie cele do osiągnięcia, co nie jest wcale głupie, bo podobno jeżeli jasno określimy, a najlepiej zapiszemy gdzieś ten nasz cel, to łatwiej nam do niego dążyć i rzadziej się wtedy poddajemy. Cóż, ja nie wyłamuję się z tej grupy i również przez te dni myślę trochę nad swoim życiem. Może nie jakoś o wiele intensywniej, niż przez resztę roku, ale jednak nie są to też takie sobie, ot zwykłe myśli,
Bo teraz czuję, że coś naprawdę może się zmienić... Nie wiem, może to uczucie za niedługo zniknie, może nawet już jutro rano obudzę się i palnę sobie w głowę z myślą, że co ja sobie takiego wyobrażałam i że przecież wszystko nadal jest i będzie takie samo, a moje nudne, szare życie będzie się toczyć wciąż tym samym prostym, nudnym torem. Ale jednak mimo wszystko mam nadzieję, że to uczucie będzie wciąż trwało, a ten blog być może mi w tym pomoże. Pomoże mi jakoś rozbudzić się do życia i sprawi, że będę chciała czerpać z każdego dnia jak najwięcej.
Bo teraz muszę być szczera...do tej pory po prostu mi się nie chciało.
Kiedy zaczynam się nad tym zastanawiać to uświadamiam sobie, że w sumie to nie chce mi się żyć, martwić się, zastanawiać, uczyć, szukać swojego miejsca na świecie. Wszystko jest takie w gruncie rzeczy bezcelowe. Oczywiście robię codziennie wszystkie te rzeczy, wykonuję wiele czynności i pewnie żyję jak przeciętna dziewczyna w moim wieku. Wciąż trochę niedojrzała, chwilami dziecinna, innym razem aż nazbyt poważna jak na swój wiek. Bywa różnie... Ciężko opisać siebie tak w paru zdaniach, może poznacie mnie lepiej tutaj na blogu, chociaż moim zdaniem nie można nikogo poznać, dopóki się go nie spotka i nie porozmawia z nim w rzeczywistości. W sumie nawet to może być za mało... Myślę, że żeby tak naprawdę kogoś poznać potrzeba przynajmniej paru lat... Oczywiście każdy może mieć swoje zdanie, ale moje jest właśnie takie.
Hm, tak generalnie to nie jestem zbyt dobra w wyrażaniu własnego zdania. Często obawiam się o opinię innych, przez co wolę milczeć i to co naprawdę myślę schować głęboko do kieszeni, ewentualnie w ostateczności podzielić się tym z osobami, które dobrze znam i wiem jakie mają poglądy, przez co wiem jakiej reakcji mogę się po nich spodziewać. Przy obcych często zaczynam nadmiernie zastanawiać się nad tym co myśli mój rozmówca, jakie zdanie będzie miał na mój temat, kiedy powiem to i to, przez co brakuje mi tej swobody i nie potrafię tak naprawdę wyrazić siebie. Robię się trochę sztuczna, na jaw wychodzi moja niepewność i nieśmiałość. Ogólnie rzecz biorąc to sama siebie uważam za nudną i niewartą uwagi lub rozmowy, więc z góry jestem przygotowana na wszelkie porażki i przebywanie w samotności. Wcale nie jest mi z tym źle. No może czasami...ale przez większość czasu jest mi raczej wygodnie i pasuje mi taki stan rzeczy. Jestem po prostu introwertyczką i nie oszukuję się, że da się to zmienić. Poza tym zawsze wolę zakładać te gorsze scenariusze, żeby w razie czego ostatecznie się nie rozczarować, a gdyby a nóż coś tam mi się udało, to miło się zaskoczyć, że jednak nie jest aż tak źle, jak to założyłam na początku.
Piszę i piszę i tak się zastanawiam czy nie pora zakończyć ten mój słowotok...oczywiście zabrnęłam w rzeczy, o których wcale a wcale nie chciałam na początku pisać, ale postanowiłam nie ograniczać się i pozwolić moim myślom płynąć takim torem, jaki same sobie obiorą. Ja jedynie używam rąk, żeby przelać te słowa tutaj, na bloga.
Postanowiłam, że będę tutaj pisać zawsze wtedy, kiedy tylko najdzie mnie taka ochota. A pisać będę o rzeczach, które akurat wpadną mi do głowy i które akurat zapragnę gdzieś w jakiś sposób uwiecznić.
Może wraz z prowadzeniem bloga się to zmieni, ale jak do tej pory,często mam nieodpartą chęć napisania czegoś, jednak ostatecznie rezygnuję, bo nie mam pojęcia o czym pisać. Nie chodzi o to, że nie mam pomysłu. Jest wręcz odwrotnie- mam masę tematów, które chciałabym poruszyć, mnóstwo spostrzeżeń, którymi chciałabym się podzielić, ale nie umiem wybrać, ani skupić się na jednej konkretnej rzeczy, a po paru minutach tracę zapał i odpuszczam sobie z myślą, że być może kiedyś w końcu uda mi się napisać coś sensownego, co ktokolwiek chciałby przeczytać. Kiedyś=w bliżej nieokreślonej przyszłości, która kryje się gdzieś daleko poza horyzontem.
Tak oto rozpoczął się wczoraj Nowy Rok. Pomyślałam, że może najwyższa pora coś w końcu zmienić? Hahah, tak, wiem, że pewnie takie same myśli ma teraz połowa społeczeństwa. Rozumiem, że ten przełomowy(chociaż w gruncie rzeczy taki sam jak reszta) dzień w roku skłania wiele osób do refleksji nad minionym rokiem, do przemyśleń co dobrego lub złego nas spotkało, czy udało nam się zrealizować plany, a może nawet spełnić któreś z naszych marzeń... Obok tych rozważań często znajduje się też miejsce do planów na ten następny rok, niektórzy stawiają sobie cele do osiągnięcia, co nie jest wcale głupie, bo podobno jeżeli jasno określimy, a najlepiej zapiszemy gdzieś ten nasz cel, to łatwiej nam do niego dążyć i rzadziej się wtedy poddajemy. Cóż, ja nie wyłamuję się z tej grupy i również przez te dni myślę trochę nad swoim życiem. Może nie jakoś o wiele intensywniej, niż przez resztę roku, ale jednak nie są to też takie sobie, ot zwykłe myśli,
Bo teraz czuję, że coś naprawdę może się zmienić... Nie wiem, może to uczucie za niedługo zniknie, może nawet już jutro rano obudzę się i palnę sobie w głowę z myślą, że co ja sobie takiego wyobrażałam i że przecież wszystko nadal jest i będzie takie samo, a moje nudne, szare życie będzie się toczyć wciąż tym samym prostym, nudnym torem. Ale jednak mimo wszystko mam nadzieję, że to uczucie będzie wciąż trwało, a ten blog być może mi w tym pomoże. Pomoże mi jakoś rozbudzić się do życia i sprawi, że będę chciała czerpać z każdego dnia jak najwięcej.
Bo teraz muszę być szczera...do tej pory po prostu mi się nie chciało.
Kiedy zaczynam się nad tym zastanawiać to uświadamiam sobie, że w sumie to nie chce mi się żyć, martwić się, zastanawiać, uczyć, szukać swojego miejsca na świecie. Wszystko jest takie w gruncie rzeczy bezcelowe. Oczywiście robię codziennie wszystkie te rzeczy, wykonuję wiele czynności i pewnie żyję jak przeciętna dziewczyna w moim wieku. Wciąż trochę niedojrzała, chwilami dziecinna, innym razem aż nazbyt poważna jak na swój wiek. Bywa różnie... Ciężko opisać siebie tak w paru zdaniach, może poznacie mnie lepiej tutaj na blogu, chociaż moim zdaniem nie można nikogo poznać, dopóki się go nie spotka i nie porozmawia z nim w rzeczywistości. W sumie nawet to może być za mało... Myślę, że żeby tak naprawdę kogoś poznać potrzeba przynajmniej paru lat... Oczywiście każdy może mieć swoje zdanie, ale moje jest właśnie takie.
Hm, tak generalnie to nie jestem zbyt dobra w wyrażaniu własnego zdania. Często obawiam się o opinię innych, przez co wolę milczeć i to co naprawdę myślę schować głęboko do kieszeni, ewentualnie w ostateczności podzielić się tym z osobami, które dobrze znam i wiem jakie mają poglądy, przez co wiem jakiej reakcji mogę się po nich spodziewać. Przy obcych często zaczynam nadmiernie zastanawiać się nad tym co myśli mój rozmówca, jakie zdanie będzie miał na mój temat, kiedy powiem to i to, przez co brakuje mi tej swobody i nie potrafię tak naprawdę wyrazić siebie. Robię się trochę sztuczna, na jaw wychodzi moja niepewność i nieśmiałość. Ogólnie rzecz biorąc to sama siebie uważam za nudną i niewartą uwagi lub rozmowy, więc z góry jestem przygotowana na wszelkie porażki i przebywanie w samotności. Wcale nie jest mi z tym źle. No może czasami...ale przez większość czasu jest mi raczej wygodnie i pasuje mi taki stan rzeczy. Jestem po prostu introwertyczką i nie oszukuję się, że da się to zmienić. Poza tym zawsze wolę zakładać te gorsze scenariusze, żeby w razie czego ostatecznie się nie rozczarować, a gdyby a nóż coś tam mi się udało, to miło się zaskoczyć, że jednak nie jest aż tak źle, jak to założyłam na początku.
Piszę i piszę i tak się zastanawiam czy nie pora zakończyć ten mój słowotok...oczywiście zabrnęłam w rzeczy, o których wcale a wcale nie chciałam na początku pisać, ale postanowiłam nie ograniczać się i pozwolić moim myślom płynąć takim torem, jaki same sobie obiorą. Ja jedynie używam rąk, żeby przelać te słowa tutaj, na bloga.
Postanowiłam, że będę tutaj pisać zawsze wtedy, kiedy tylko najdzie mnie taka ochota. A pisać będę o rzeczach, które akurat wpadną mi do głowy i które akurat zapragnę gdzieś w jakiś sposób uwiecznić.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)