sobota, 7 maja 2016

Gdzieś uciekł mi sens...a ja nie zdołałam go dogonić

Jestem tak bardzo nikim, że aż trudno mi to wyrazić. W sumie ostatnio chyba cokolwiek trudno mi wyrazić... Każdego dnia chciałabym coś napisać. Do głowy przychodzą mi nawet zdania, które zdają się brzmieć całkiem sensownie...ale gdy zaczynam myśleć nad tym dłużej albo już zabieram się do pisania nagle wszystko znika. Czuję jednocześnie pustkę i chaos. Samotność mnie niszczy, przesiąknęłam nią za bardzo. Jedyne osoby, którym prawdopodobnie szczerze na mnie zależy(czytaj:rodzina) powodują u mnie wzrost ciśnienia na sam ich widok. Naprawdę, czuję jak robi mi się gorąco ze zdenerwowania prawie zawsze, kiedy tylko muszę z nimi rozmawiać. Nie potrafię. Oddałabym wiele za normalne życie. Ale...chwila, chwila...ja przecież mam najnormalniejsze, najzwyklejsze życie. Przecież jedyny problem w tym, że go nienawidzę.
W głowie mam chaos, który znam tylko ja. Tak bardzo chciałabym spotkać kogoś, komu chciałoby się o mnie walczyć, kto umiałby pokazać, że coś dla niego znaczę... Z drugiej strony wolałabym nie narażać nikogo na jakiś bliższy kontakt ze mną. Lepiej, żeby ludzie mnie nie znali...

Wiem, poczucie własnej wartości powinno być zakorzenione we wnętrzu każdego z nas. Nie powinno zależeć od niczego i nikogo innego. Pomimo tego, zjawisko poszukiwania gdzieś na zewnątrz potwierdzenia, że jesteśmy cokolwiek warci jest chyba bardzo powszechne.
Mam wrażenie, że każde kolejne zdanie, które piszę jest mniej zrozumiałe od poprzedniego. Chciałabym umieć pięknie pisać...albo mieć jakikolwiek inny talent lub być w czymś dobra.

Chciałabym jednocześnie wszystkiego i niczego. Dosłownie...W jednej chwili pojawiają się marzenia, plany na przyszłość, nadzieja, że coś się zmieni, a po sekundzie nie ma po nich śladu. Wszystko traci znaczenie i staje się obojętne.
Nie umiem już żyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz